poniedziałek, 19 czerwca 2017

A co tu się ?

Hymm... nie chcę się tłumaczyć czy usprawiedliwiać, mimo że powinnam. Jedyne co to pragnę was przeprosić. Dużo się u mnie zmieniło, zmienił się mój styl pisania i ogólnie wszystko...  Kontynuując... Jestem ciekawa czy chcielibyście poznać koniec tej historii. Zastanawiam się czy chcielibyście przeczytać kilka ostatnich rozdziałów. Jakby nie patrząc, tych rozdziałów zostało dosłownie kilka. Góra 6 i epilog, natomiast wiem, że kilka z was chciałoby poznać zakończenie dlatego stąd moje pytanie. Czy chcecie przeczytać koniec? Przy okazji powiem wam, że może uda mi się sprawić wam miły prezent na zakończenie tego, jakże wykańczającego roku. Jeśli chcecie poznać już końcówkę tego Dramione to zapraszam do komentowania. wystarczy mi jeden komentarz, żebym miała pewność. Wtedy biorę się do roboty. Tak przy okazji, poprawiam wszystkie rozdziały, chcę doprowadzić to do istnej perfekcji. Jednak jeśli się okaże, że nikt nie będzie tego czytał, nie będzie wracał do tej historii to po co? Mi te błędy przeszkadzać nie będą i zakończenie znam. To by było na tyle więc... Proszę o odzew, jeśli ktoś, ktokolwiek chciałby no wiecie... Więc to tyle ode mnie. Trzymajcie się miśki. Miłej nocki <3 

środa, 4 maja 2016

Rozdział 8 - Jesteś moja

Zapraszam was do czytania kolejnego rozdziału i chcę was poinformować, że dobra połowa za nami. Jak już kiedyś wspomniałam przewiduję około 12 rozdziałów, ale czy się wyrobie, czy coś jeszcze mi do głowy nie wpadnie? Nie wiem, zobaczy się, ale chciałabym tą historię niedługo skończyć i zacząć nową. Przewiduję do końca MAJA. Dobra to tyle zapraszam do czytania :***


Wszystkie obrazy oraz zbroje na drugim piętrze poupadały z głośnym hukiem, mogłoby się zdawać, że było to słychać na terenie całego Hogwartu. Oboje odwrócili się w stronę skąd było słuchać stukot obcasów.
-Panno Weasley, panie Zabini coś cie tu nawyprawiali?! -głos McGonagall niósł się echem.
-My... Pani profesor to jego wina! -powiedziała ruda i wskazała rękom na Zabiniego
-Moja? To ty zaczęłaś! -bronił się
-Nie ważne kto zaczął! Ważne, że miotaliście w siebie zaklęciami! -oburzyła się profesorka
-Ale nie groźnymi!-wypalili oboje
-Nie ważne jakimi. Oboje o 17:00 macie szlaban. Zgłosicie się do pielęgniarki i pomożecie jej sortować akta uczniów.
-Ale pani...
-Żadnego ,,ale” panno Weasley.
Oboje poczekali aż profesorka odeszła.
-Dupek. -prychnęła Ginny.
-Złośliwa wiewióra. -odpowiedział jej
-Coś ty powiedział ?-odwróciła się w jego stronę i zaczęła iść niebezpiecznym krokiem.
-To co słyszałaś mały robaczku. -powiedział gdy dźgnęła go palcem w tors.
-Ja ci zaraz dam małeg....-nie skończyła bo Ślizgon zamknął jej usta pocałunkiem...
***********************************


-Hermiona gdzie my to wszystko pomieścimy? -zapytała Suzanna ze śmiechem rzucając torby na łóżko
-Kochana, zaklęcie załatwi sprawę. -uśmiechnęła się siadając obok zakupów.
Zaczęły wyciągać śpioszki, bluzeczki i inne takie rzeczy po czym składały je i segregowały, słuchając muzyki i śmiejąc się.
-Herm, kocham widzieć cię z uśmiechem na ustach. -powiedziała starsza siostra. Hermiona popatrzyła na nią, pokiwała głową i wróciła do przerwanej czynności.
-Powiesz mu kiedyś? -zapytała Suzanna
-Nie..., nie wiem. -opowiedziała marszcząc lekko nosek.
-Wiesz, że on ma prawo wiedzieć... -powiedziała składając kolejna bluzkę
-Wiem ale... -nagle Suzanna złapała się za dość okazały brzuch, body które miała w ręku wypadły jej.
-Suzz? -Hermiona była spanikowana, głośny krzyk wydarł się z gardła jej siostry. Herm poczuła mokrą stopę i zobaczyła mokrą podłogę, tam gdzie stała jej siostra.
-Dobra Suzz oddychaj i chodź do sypialni. -powiedziała łapiąc ją za rękę. Gdy starsza z sióstr się położyła młodsza pobiegła po ręczniki, ciepłą wodę i nożyczki

**************************************

-Jeszcze trochę! -krzyczał spanikowana Hermiona odbierając poród
-AAAA!
-Ostatni raz, kochana dasz radę!
-AAAAAAAA!
Miona wzięła na ręce małe zawiniątko w ręczniku.
-Udało ci się. -powiedziała lekko dysząc z ulgi, podała jej chłopca na ręce, łzy szczęścia popłynęły z oczu Suzanny.
-Jest śliczny. Christopher cześć, jestem twoją mamą, a to twoja ciocia Hermiona.


***********************************************


-Masz szczęście, że dużo tego nie było. -powiedziała Ginny wkładając kolejną teczkę do pudła
-No tak tylko przypadki z tego roku.-powiedział lekko uśmiechnięty. Ginny wzięła do ręki kolejną teczkę i znieruchomiała. To była teczka Hermiony. Popatrzyła na Ślizgona wiadomym wzrokiem
-Na co czekasz? Otwieraj i czytaj.-powiedział. Chyba każdy z przyjaciół Szatynki chciał wiedzieć co takiego pielęgniarka jej powiedziała, że musiała aż opuścić szkołę.
-Hermiona Jean Granger, urodzona.. Srata tata, gdzie są te diagnozy...-przerzuciła dwie kartki i znalazła. -Szósty rok nauki, lat 17... ciąża... przemęcznie. -czytała. Zabini, który akurat pił swój sok wypluł jego zawartość na podłogę.
-Czekaj co? -zapytał w szoku
-Co? -nie wiedziała o co mu chodzi.
-To co przeczytałaś. -powiedział
-Przemęczenie? -nadal nie rozumiała
-Wcześniej!
-Ciąża! Przemęczenie! -przeczytała. -Zabini ty jesteś jakiś niegramotny czy głuchy?!-powiedziała. Blaise podszedł do niej i złapał za ramiona, popatrzył jej w oczy
-Wiewióra! Ona jest w ciąży! -krzyknął
-W czym jest? -nie docierało do niej
-C-I-Ą-Ż-Y inaczej stanie błogosławionym.-nadal jej nie puszczał
-Jakiej kurwa ciąży Zabini?!-nie mogła uwierzyć
-Dopiero co to przeczytałaś!
-Przeczytałam? -spojrzała w podłogę-O kurna Zabini ona jest w ciąży...
-Gratulacje. Amerykę odkryłaś!
-Zamknij się bucu. Jak myśli z kim ? -nie trwało długo, a oboje powiedzieli
-Malfoy!
-Dobra kończymy biegiem te akta,- powiedziała podnosząc dłonie na wysokość swojej głowy i odetchnęła.- Później idziemy do Malfoy'a, musimy się dowiedzieć czy z nim spała. A później do Dumbledore'a.
-Po co do niego?
-Musze się spotkać z moją przyjaciółką!

****************************************

-Smoku! -krzyknął Zabini widząc swojego przyjaciela na korytarzu. Podbiegł do niego
-Co jest Diable? O cześć wiewióra.
-Malfoy, powiedz mi prawdę. Spałeś z Mioną? -zapytała Ruda. Szok jaki się wymalował na twarzy blondyna mówił sam za siebie.
-Dobra nie odpowiadaj, chodź ćwoku.-złapała Zabiniego za rękę i pobiegła do Gabinetu Dumbledore'a.

***************************************

-Usiądźcie. -dyrektor wskazał im fotele naprzeciwko siebie,gdy to zrobili znów przemówił.-Co was do mnie sprowadza ?
-Profesorze, musimy się zobaczyć z Hermioną, teraz. -powiedziała Ginny.
-Obawiam się, że to niemożliwe panno...
-Wiemy o wszystkim profesorze i musimy się z nią zobaczyć. -powiedziała
-Nie rozumiem o cz...-dyrektor chyba chciał ratować sytuacje
-Wiemy, że jest w ciąży z Draconem. -powiedziała. Szok na twarzy dyrektora...


*************************************************

-Herm! Otworzysz ? To morze być profesor.-krzyknęła z góry Suzanna
-Jasne! -podeszła do drzwi i otworzyła je. Nagle stanęła w drzwiach i szczęka jej opadła.
-Zamknij tę buźkę bo ci mucha wpadnie. -powiedziała uradowana Ginny. Hermiona nadal stała oszołomiona.
-Może nas wpuścisz? -zasugerował
-Yy tak! Po prostu jestem w szoku, że tu jesteście.
-My chyba też. Jest Suzanna? -zapytał Ginny.
-Tak na górze nie może..
-Wiemy od Dumbledore.-powiedział Zabini Usiedli wszyscy na kanapie.
-A ty czemu nic nie mówiłaś? -zapytała Ginny.
-Ale..
-O tym że jesteś w ciąży-powiedziała zdenerwowana Ginny
-Ja... Skąd wy wiecie? -Hermiona zaczynała się denerwować
-Dostaliśmy szlaban i znaleźliśmy w aktach. Który to tydzień? -zapytała ruda klękając przy Hermionie i dotykając jej brzuch
-Za 3 dni będzie 15 tydzień. -powiedziała.
-Prawie wcale nie przytyłaś. -uśmiechnęła się Ginny
-Wiesz moja perełka jest dopiero wielkości pomarańczy. -uśmiechnęła się
-A jak twoje libido?-zapytał Ślizgon
-O to się Diabelku nie martw.
-Draco nic nie wie? -zapytał Zabini
-Nie. -szepnęła ledwie słyszalnie i poczuła łzy w oczach.
-Ale...
-Nie, i chcę was prosić o złożenie Wieczystej Przesięgi, że nic mu nie powiecie.
-Zwariowałaś?! Nie! Niczego nie będę ci składać! Napisz jak się obudzisz, Blaise idziemy. -i tyle ich widziała.


*******************MOMENT +18 pojawia się w tej scenie ***************


Suzanna już spała, a Hermiona siedziała z kubkiem kakao na kanapie i płakała wspominając ciepłe pocałunki, jego dotyk i i oddech na szyi. To wszystko jest takie magiczne. Pogłaskała swój brzuch.
-Mamusia cię kocha i nie da skrzywdzić. -szepnęła. -Gdyby tatuś wiedział też by cię kochał. -nagle poczuła lekkie muśnięcie w brzuch, uśmiechnęła się sama do siebie, to już połowa 15 tygodnia, a jej kruszynka zaczyna się ruszać. Tą chwile błogiego szczęścia przerwało pukanie do drzwi. Wiedziała, że to Dumbledore, miał przyjść i przekazać im wieści odnośnie Voldemorta. Poszła do drzwi i otworzyła je. Nie wiadomo czyje zaskoczenie było większe jej czy... Dracona. Stali tak dłuższą chwile. Nagle oboje rzucili się sobie w ramiona. Nawet nie wiedzieli kiedy przeszli do salonu zatracając się w pocałunkach. Padła na dywan, a on na nią, ubrania leżały już na ziemi. Ta chwila i ta bliskość były przepełnione smutkiem, tęsknotą, żalem i pożądaniem. Całował ją lekko po szyi, podczas gdy jego ręce błądziły po jej ciele, przypominając sobie każdy skrawek jej miękkiej skóry.
-Jesteś taka piękna i tylko moja -szepnął
-Tylko twoja.
Całował ją miękko i gładził jej ciało. Wszedł w nią lekko na co jęknęła, jego bliskość już robiła swoje. Ciągłe pragnienie ich obojga wreszcie się spełniło, połączyli swoje ciała i dusze. Każdy ich wzajemny dotyk, każdy oddech, pocałunek. Byli dla siebie stworzeni, byli jak ogień i woda: jedno nie może istnieć bez drugiego. Czas wokół nich jakby się zatrzymał, byli tylko oni, ich głosy, ciała. Nic się teraz nie liczyło, ta chwila była wiecznością. Zabawne jakie figle płata nam przeznaczenie prawda? Tej nocy kochali się namiętnie, wiele razy, za każdym razem czuli to samo, czuli miłość.
************Tu się kończy*****************
Nad ranem wtulili się w siebie nakryci kocem. Pocałował ja w czubek głowy i szepnął:,, Kocham cię Hermiono Granger i trzymam za słowo, że jesteś moja, masz być silna, dla mnie ” ,,Ja ciebie też, obiecuję, że będę silna” i zasnęli.


****************************************************

Obudziła się, przykryta kocem. To był sen czy... Dookoła leżały pierze.
-Nie, to nie był sen złotko. -zacmokała Suzanna. -Wiesz, że ty to sprzątasz?
-On...
-Musiał iść, zostawił instrukcje od Dumbledor'a i poszedł
-Wiedziałaś o tym? -zapytała
-Niby skąd? Też się zdziwiłam rano jak was tu zobaczyłam takich śpiących i wyczerpanych. -powiedziała. Hermiona zaczerwieniła się i rzuciła w siostrę poduszką.

W taki miły i przyjemny sposób mijał im czas, aż do czerwca, aż do dnia gdy do ich mieszkania zapukali Harry, Ron, Ginny, Blaise i Draco.



Obiecałam, że dziś będzie! I jest tylko troszkę później niż miał być niestety problemy z siecią i internetem ;/ Ale jest! Kto się spodziewał? Dajcie znać  w komentarzach jak wam się podoba! Przy okazji zapraszam na Stowarzyszenia opowiadań : Buttony macie po prawej stronie :D Kiedy będzie następny rozdział ...? Hymmm? W sumie na razie sama nie wiem. Jeśli wena dopisze to może w sobotę :D (NIC NIE OBIECUJĘ) Albo 14 maja (sobota) No nie wiem, zobaczymy! To do następnego buźka kocham was miśki!  

wtorek, 29 marca 2016

Rozdział 7- Dzisiejszej nocy będziesz moim życzeniem

Więc... Chcę wam przypomnieć, że jesteśmy bliżej jak dalej końca. Nie wiem ile dokładnie będzie rozdziałów... Tak... 10-15 ? Nie mam pojęcia bo wszystko muszę wytłumaczyć. W tym rozdziale będzie pojawiało się wiele takich... Jakby wspomnień, Draco i Miona sobie będą przypominali. Od razu mówię, że tych wspomnień nigdy nie było w rozdziałach :) Ostatni rozdział był krótki, ale co na to poradzę? No nic, no nie chciałam zaczynać czegoś nowego tam. Nie przeciągam, zapraszam do czytania, komentowania i podawania linków do swoich opowiadań :)

-Jak mogła uciec?! Czemu do tego dopuściliście?!-Czarny Pan był wściekły.
-To wina Dracona!-krzyczał Matthew.
-Gdyby była jego wina to bym o tym wiedział! Gdzie ona może być?-zamyślił się
-Pewnie z tą plugawa suką, Suzanną, obie siebie warte!- splunął szatyn
-Uważaj o kim mówisz, przecież to są twoje siostry...
-Do których się nie przyznaję.

*************************

Kolejna szklanka trunku o wielkiej liczbie procentów przelała się przez jego gardło.
,,Ona naprawdę odeszła, zostawiła mnie mimo misji. (Kocham Cię) Te słowa nie dają mi spokoju! Czy naprawdę mała Granger się we mnie zakochała? Jak mogłem tego nie zauważyć?”
-Jesteś nadętym i aroganckim bucem Malfoy! -krzyczała panna Granger na korytarzu szkolnym
-Nie przeginaj Granger. -zaczął być na nią zły.
-Ale jak inaczej wytłumaczysz swoje zachowanie?! Powinieneś był pomóc temu pierwszoklasiście, a nie się z tego śmiać!-wrzeszczała cała wściekła
-Ale to był Gryfon!-tłumaczył się nie schodząc z tonu
-I co z tego?! Mi też byś nie pomógł, bo jestem Szlamą albo Gryfonką? -zatrzymała się i odwróciła w jego stronę.
-Nie mów tak o sobie Granger. Przepraszam masz racje...-on wie jak ją udobruchać, zaczął się do niej zbliżać, założył kosmyk jej brązowych włosów za ucho i popatrzył w oczy. Już chciał się zniżać i pocałować te słodkie malinowe wargi, gdy ta się odsunęła. Popatrzyła na niego i...
-Pieprz się Malfoy. -powiedziała po czym odwróciła się i poszła dalej korytarzem.
,,Ma racje. Jestem pieprzonym egoistą! Dbałem o swoją dupę i nawet nie zauważyłem, jaki uczuciem darzy mnie ta drobna istotka o ślicznych oczach. Granger nie może mnie kochać! Ja nigdy nie kochałem, a teraz? Nie wiem co się za mną dzieje.”


-A jeśli któreś z nas...-zaczęła Hermiona
-Nie Granger, żadne z nas się nie zakocha. -powiedziałem dopijając swoje wino
-Ale jeśli?-nie dawała za wygraną
-Gdybym to był ja to... Zapewne bym wyjechał, żeby zapomnieć. -powiedziałem patrząc się na plaże za oknem.
-Malfoy, czemu taki jesteś? -zapytała cicho i wiedziałem, ze już płacze. Nigdy nie lubiłem gdy kobiety przy mnie płakały. A ona? Gdy ona płacze czuję się bardzo źle. Nie czuję się facetem przez jej łzy. Boli mnie to, ściska za serce. Wstałem z fotela i usiadłem obok niej i nakryłem się jej kocem. Zagarnęłam ją do siebie, oparła się o moje ramie i patrzyła na puste miejsce.
-Czemu płaczesz? -zapytałem cicho
-Bo jesteś taki... Zimny, wstydzisz się prawdziwego siebie. -łkała cicho. Zastanowiłem się nad tym i wiem, że ona ma racje.
-Ubierzemy choinkę. -powiedziałem.


,,Pamiętam jak się cieszyła przy jej ubieraniu. Co ja najlepszego narobiłem? Ona mnie kocha, a ja siedzę tutaj i kolejną noc będę pił do nieprzytomności?! Muszę zacząć coś robić, albo się z tym pogodzić... Kocham ją!.”
-Smoku połóż się już. -poczułem na ramieniu rękę Zabiniego. Po tym co sobie uświadomiłem, po moim policzku spłynęła samotna łza, tak samotna jak ja.
-Zabini co ja narobiłem?-zapytałem mimo, ze plątał mi się język
-Pogadamy o tym jutro, a teraz idziemy spać. -pomógł mi wstać. Odepchnąłem go, a on popatrzył na mnie jak na idiotę.
-Zabini, ja... Kocham Granger! -krzyknąłem. Jego wyraz twarzy był niezapomniany.
-Smoku ty chyba...
-Nie wypiłem za dużo, chociaż też, ale mówię to poważnie. Kocham ją stary.



*************************
Ktoś zapukał do drzwi po czym otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Wiedziałam, że to Suzanna, bo przecież nikt poza nami tu nie mieszka.... Jeszcze. Nawet nie odwróciłam głowy w jej stronę. Patrzyłam się w jeden punkt na ścianie naprzeciwko, zdjęcie. Jestem tam ja, Draco, Ginny, Czarna i Blaise. Poczułam jak materac się ugina i ręka mojej siostry znalazła się na moim ramieniu.
-Hermiono, zjedz coś. -powiedziała z troską. Nie odpowiem jej, nie mam na to siły już od miesiąca, jedyne co pada z moich ust odkąd przyjechałam to: ,,Yhym”, ,,Taa”, ,,Yy”. No i to tyle. Co się dziwić, w nocy dużo płacze to nie mam siły się odzywać. No i w końcu wiedziałam, że Suzanna pęknie.
-Hermiono mam dość! Jak ty się zachowujesz?! Za pięć miesięcy będziesz matką, a za trzy tygodnie chrzestną. Musisz się ogarnąć! Nie możesz popadać w depresję! Ja się nie poddałam, ale nie możesz mnie za sobą ciągnąć i sama nie możesz się stoczyć! -krzyczała na mnie, a ja znów poczułam łzy napływające do oczu. Moja siostra chyba zrozumiała, że potrzebuję czasu i wyszła. Moje dawne życie i jego teraźniejszy sens zostały tam, z Nim, w lochach Hogwartu. Blondyn, który jest ojcem mojego dziecka... Tak, kocham go i każdy kto powinien o tym wiedzieć już wie. Postanowiłam na samym początku, gdy dziecko się urodzi oddam je... I znów te łzy na mojej twarzy. Chce żeby miało rodziców którzy będą je kochać. Kolejny raz poczułam ruch we mnie i kolejne wątpliwości co do mojej decyzji. Co sobie ono pomyśli o swojej matce? ,,Oddała mnie własna matka bo mnie nie kochała?” Nie, kocham je już całym sercem, bo to owoc mojej prawdziwej miłości, ale właśnie to jest problemem. Będzie mi przypominało Tego kto będzie w moim życiu i sercu na zawsze. Gdy teraz o tym pomyśle, tak na chłodno to... Ależ jestem egoistką! Chciałam oddać dziecko, które kocham dla własnej korzyści?! Żeby mi nie przypominało Dracona?! Tego którego kocham?! Ależ jestem głupia!

-Malfoy, a jak któraś z twoich panienek zajdzie w ciążę? Co zrobisz? -zapytałam i dopiłam wino. Chwilę się zastanawiał, ale odpowiedział.
-Pomogę jej, kto by to nie był. A w żadnym wypadku nie pozwolę jej usunąć mojego dziecka.
-A gdyby to zrobiła? Tak za twoimi plecami-najzabawniejsze jest to, że wtedy nie wiedziałam iż to ja będę tą ,,panienką”
- Wiesz Granger? Chyba bym się załamał, ponieważ a) dziecko które spłodziłem już nie istnieje b)bo nie ufała mi na tyle żeby o tym powiedzieć, a mnie przecież można ufać. C) To by mnie po prostu wykończyło.
-Wiec lepiej nie dopuszczaj do takiej sytuacji bo nie będę miała z kim się kłócić. -zaśmiałam się i zaczęłam uciekać na plażę, bieg za mną. Myślałam, że mnie nie dogoni, ale zrobił to szybciej niż myślałam, padliśmy na ziemię i kilka razy obróciliśmy. Zatrzymaliśmy się tak, że on leżał na mnie.
-Ufasz mi Granger? -zapytał
-A mam jakiś powód żeby nie? -odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nic już nie powiedział tylko mnie pocałował.

Teraz już wiem, ze chodź by się świat walił nie usunę tego dziecka. W dodatku nazwę je tak jak chciałby on.


-Granger jakbyś nazwała swoje dzieci? -na początku myślałam, że się przesłyszałam, ale jego mina doskonale mi mówiła, że Malfoy chce porozmawiać poważnie o przyszłości.
-Wiesz...? Chyba się nad tym nie zastanawiałam. A ty ?
-Syna nazwę Scorpius, a córkę Narcyza, po matce.

Teraz wiem, że nie mogę sobie pozwolić na słabości, jego/nasze dziecko musi być twarde. Musi być jak ojciec i jak matka gdy się wygrzebała z tego gówna zwanym dnem. Po następne muszę w końcu wiedzieć prawdę od Suzanny.



*************************


-Powiesz mi albo się wynoszę i mam głęboko gdzieś wasze straszenie, że Śmierciozercy mogą mnie dopaść! -krzyczałam wściekła na Suzanne. Musze znać prawdę.
Popłakała się, ale nie ulegnę dopóki się wszystkiego nie dowiem.
-Voldemort... -wyszeptała.
-Co?-byłam oszołomiona, brałam tę teorię pod uwagę, ale nie wiedziałam, że się może sprawdzić.
-Voldemort jest ojcem, dlatego tak mnie szukają, dlatego nie mogę się narażać. -powiedziała prawie bez głośnie.
-Eliksir miłosny?- chcę wiedzieć czy cała moja teoria się zgadza. Kiwnęła głową na znak, że tak.
No to ładnie się wpakowałyśmy.


**************************
-Witam Draco. Czy coś się stało? - Dumbledore zapytał mnie beztrosko
-Stało i to dużo profesorze. -powiedziałem siadając.
-Jakieś kłopoty z misją? Nauką? -tak jakby udawał i drwił ze mnie
-Hermiona Granegr, to jest mój problem i priorytet na ten moment. Więc co się dzieje? Boi się? Ma załatwić inne sprawy? O co chodzi? Czemu zniknęła?
-Skoro panna Granger sama panu nie powiedziała co się dzieje to raczej nie chciałby żebym i ja o tym mówił. -powiedział po czym lekko się uśmiechnął. Podniosłem się gwałtownym ruchem, gdyż gniew i żal przepełniały mnie całego.
-Nie! Była u pana zanim wyjechała, zanim tu przyszła zastałem ją w sypialni zapłakaną! Coś jest na rzeczy i ja nie wiem co! To była moja partnerka, należy mi się chociaż taka prawda!
-Partnerka... Czy to dobre słowo? To zabawne jak szybko ludzie się przyzwyczajają i zakochują, prawda?
-Skąd pan wie co do niej czuję? -złość nagle odeszła. Potrzebuje porozmawiać z kimś to mnie zrozumie.
-To widać panie Malfoy. -uśmiechnął się. -Niestety nic nie mogę ci powiedzieć na ten temat. A teraz zmykaj do dormitorium.
-Dobranoc. -powiedziałem i ruszyłem w stronę drzwi
-Może należy skonsultować się z panną Seemingly...
-Słucham ? -czy on...
-Nie, nic tak sobie tylko mamroczę. -powiedział, a ja już wiedziałem, że mi podpowiedział


************************


-Nie powiem ci Draco -mówiła blondynka ubrana w czarną pelerynę. Spotkałem się z nią w Pokoju Życzeń, wygląda jak wtedy gdy przyszedłem tu z Granger.
-Ellie ile razy mam powtarzać?! Wiem, że jej pomogłaś!
-Ale nie twój zakichany interes żeby wiedzieć co się z nią dzieje, skoro ci nie powiedziała znaczy, że ma powód-! -ahh jaka ona jest irytująca. Nie miałem zamiaru się dalej kłócić. Coś jej jednak zostało po przyjaźni z Granger, ten ton, słownictwo i irytacja. Kopnąłem w ścianę i usiadłem na krześle chowając twarz w dłoniach. Mówi się, że faceci nie płaczą, gówno prawda i ja jestem teraz tego przykładem. Ellie podeszła, kucnęła obok mnie i położyła rękę na ramieniu.
-Draco czy ty...
-Kurwa, tak mi jej brakuje. -westchnąłem
-Draco tak mi przykro, ale nie mogą ci nic powiedzieć. -w jej głosie dało się usłyszeć nutkę żalu i smutku.
-Jedyne co wiem to, że ona cię kocha i ty ją też. -powiedziała, ale wiem, że ona nie mówi mi wszystkiego. Popatrzyłem na nią zaskoczony, skąd może wiedzieć?
-Skąd ty...
-To widać Draco. Od samego początku wiedziałam, że tak będzie, ale nie spodziewałam się, że aż tak daleko to zajdzie. -westchnęła


*************************

Ona leżała już w łóżku patrząc przez okno na gwiazdy i on też. Przekręciła się na bok, obiecała sobie, że dziś nie będzie płakać i on też. Westchnął myśląc o niej i ona o nim. Oboje znów przekręcili się w stronę okna, akurat spadała gwiazda. Mimo, że tak daleko od siebie widzieli ją w tym samym momencie i szepnęli życzenie w tym samym momencie: ,,Dzisiejszej nocy będziesz moim życzeniem Hermiono/Draco.” To zastanawiające, ale myśleliście ile osób na świecie mówi, lub robi to samo co wy, w tym samym momencie? Oni o tym nie myśleli i nie byli świadom tego, pół kraju ich od siebie dzieliło, a robili to samo! Dziwne, ale realne. Taka jest miłość.


-Dobranoc Granger/Malfoy -powiedzieli i poszli spać

sobota, 5 marca 2016

Rozdział 6- (nie)Miła niespodzianka

Dawno mnie nie było, ale jestem! Mam naładowane baterie na jakiś czas więc lecimy z kolejnymi rozdziałami. Rozdział 6 zaczyna drugi semestr więc jesteśmy już mniej-więcej w połowie historii ;') Boję się zakończyć tej opowieści... Czemu? Nie wiem , ale jesteśmy już daleko... Rozdzialik będzie krótki bo nie chcę zaczynać nic nowego. W każdym razie nie ma co czekać tylko zapraszam do czytania ;)


-Plugawy kłamca i maniak! -krzyknął
-To co?! Wmówisz mi, że tylko bez powodu tam byliście?!-bronił się
-Tak! Jakbyś nie pamiętał to jesteśmy razem! Chcemy skorzystać z ostatnich dni spokoju!-tym razem dziewczyna zaczęła walczyć o powagę ich misji.

Dwa dni później.

Padłam na łóżko wyczerpana tym tygodniem nauki. Od powrotu z Hawaji minęło półtorej miesiąca. Cały plan idzie bardzo szybko do przodu. Jedyne co nas powstrzymuje to nauki Dmbledora i Harry'ego. Ale już w czerwcu będzie koniec. Usłyszałam otwieranie drzwi dormitorium.
-Granger! -znałam ten głos
-Tutaj! -odkrzyknęłam nawet nie wstając, nic mi się dziś nie chce.
-Miałaś iść do Skrzydła, a ty co?
-Malfoy, nie dramatyzuj tak. Przecież nic mi nie jest. -jak on mnie czasem wkurza
-Nie, to jest za poważna sprawa. Może coś sobie zrobiłaś w Pokoju Życzeń, albo oni dodali ci jakiejś trucizny. -już zaczyna wymyślać. Położył się na moim łóżku zaraz obok. Kochałam jego perfumy. Przekręciłam się na bok żeby go widzieć, a raczej zrealizować mój plan na to żeby się odczepił.
-A wiesz jak mi się nie chce wychodzić z dormitorium?-zapytałam już innym tonem
-Granger nie zaczynaj, przypominam, że jestem tylko facetem i...-nie dałam mu skończyć. Musiałam to zrobić, to co nas łączyło było... Było bardzo dziwne i inne. Nie myślę o nim jak o kimś z kim mogłabym spędzić resztę życia czy coś, ja się nie zakochuję, ale... Mega mnie do niego ciągnie i ta myśl jest bardzo podniecająca. Wtedy na feriach, w Sylwestra. Jakoś nam się nie chce tego wyjaśniać, nie wracamy do tego i jest dobrze. Mimo wszystko, cieszę się, że on był tym pierwszym. Mój wróg, a za razem ktoś kogo... Nie, nie kocham, kogo... Nie mam pojęcia jak to nazwać, ale tak jest. Oderwaliśmy się od swoich ust, nabierając powietrza w usta.
-Granger, do Skrzydła Szpitalnego raz! Już na te twoje gierki się nie nabiorę. Albo sama tam pójdziesz, albo cię zaniosę. -popatrzył na mnie lekko wkurzony, zawsze taki jest gdy w wykorzystam jego słabość.
-Okey, już idę. -w sumie czemu nie. Przecież, nic mi nie jest, musiałam zjeść coś co mi zaszkodziło, albo opary z eliksiru tak na mnie zadziałały.

Ten sam dzień, po kolacji.

Kolejne łzy spływały po moich policzkach, kolejne chusteczki lądują w koszu na śmieci koło toaletki. Jak mogłam być taka głupia?! No jak?! Siedzę na łóżku trzymając się za podkurczone nogi. Co ja nawyprawiałam?! Może się go... Nie, to nie wchodzi w grę. Po pierwsze, nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła, po drugie jeśli on by się kiedyś dowiedział... Zabiłby mnie za to. Od trzech godzin siedzę i płaczę, to chyba normalne w tym stanie, nie byłam nawet na kolacji. Muszę ustalić plan. Po pierwsze, nikt nie może wiedzieć, poza Dumbledorem. Tak muszę do niego iść i porozmawiać. Dziś Harry ma z nim spotkanie, więc pójdę w nocy, dyrektor się nie obrazi. Usłyszałam, drzwi swojego dormitorium.

********
Nie ma jej na kolacji, od czterech godzin nie mam z nią żadnego kontaktu. Coś się stało? A raczej czy mogło się stać? Może została w Skrzydle? Zaraz przyjdzie Mała Weasley to mi powie, jak na zawołanie weszła do Wielkiej Sali. Poszukała mnie wzrokiem i gdy natrafiła na mnie zaprzeczyła kiwnięciem głowy mojemu pytaniu. Skoro nie ma jej tam to... Gdzie ty do cholery jesteś Granger?! Skończyłem jeść i zabierając ze sobą trochę jedzenia ruszyłem do pokoju wspólnego. Omiotłem go spojrzeniem Pokój Wspólny, orientując się, że tam jej nie ma i ruszyłem do dormitorium dziewczyn . Czy ja się naprawdę o nią martwię? Chyba tak, ale to... To jest Granger i nic dla mnie nie znaczy. Mój wzrok padł na jej łóżko gdzie siedziała i wycierała łzy. Poprawka, ona coś dla mnie znaczy, nie mogę znieść jej w takim stanie. Usiadłem obok niej, zagarniając ją ramieniem do siebie.
-Co się dzieje? -zapytałem cicho
-Malfoy, co ja narobiłam?-zapytała i z jej gardła wydarł się cichy szloch.
-Ciii... powiedz co się dzieje, a coś no to poradzimy. -uspakajałem ją głaszcząc po głowie.
-Nie, na to już nic nie poradzimy, która godzina? -zapytała. No nie wierzę, najpierw płacze, a teraz interesuje ją godzina? Przecież widzę, że coś się dzieje, tylko czemu nie chce mi nic o tym powiedzieć?!
-Dziewiąta. -odpowiedziałem.
-Muszę iść, zapomnij o tym, zapomnij, że tak płakałam, proszę. -powiedziała ocierając łzy z twarzy. Milczeliśmy w tym pokoju jeszcze dobre 40 minut, ale nie przeszkadzało nam to. Jeśli możesz z kimś milczeć to możesz z nim robić wszystko.

**************************************

-Czy to jest pewne panno Granger? -zapytał mnie dyrektor.
-Tak profesorze. Mam 100% pewności, że od półtorej miesiąca. -kiwnęłam głową.
-W takim razie musi pani przerwać misje. Pierwszego marca przeniosę panią do pani Emmy Geybs. Niech pani pozamyka wszystkie swoje sprawy i będzie gotowa tego dnia. -powiedział. Dziwne, ale gdy mówił o tych sprawach to czułam się jakby wiedział, o wszystkim, dosłownie wszystkim.

**************************************

Dwa dni przed wyjazdem.

Drzwi Pokoju Życzeń się otworzyły.
-Dobrze, że już jesteście. -powiedziałam po czym przytuliłam się do Harry'ego, Rona i Ginny.
-Co się dzieje Miona? -zapytał Wybraniec. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam
-Muszę wyjechać. -poczułam łzy w oczach, ale obiecałam sobie, że przy nich płakać nie będę.
-Czemu? Co się dzieje?-Ron się bardziej nie cierpliwił
-Po prostu muszę, ale obiecuję wam, że gdy będzie po wszystkim to wam powiem. Uprzedzajac wasze pytania... Jadę za dwa dni, to nie przez Malfoy'a, nie mogę wam powiedzieć dokąd.
-Ale czemu?-zapytała cicho Ginewra.
-Ginny, to bardzo trudne. Obiecuję, że wam powiem, ale nie teraz. -wstałam z miejsca i szłam w kierunku drzwi, czy to się nazywa ucieczka?
-Miona... -powiedziała moja przyjaciółka na co się odwróciłam i zobaczyłam, że ona płacze. Podeszłam i przytuliłam ją.
-Proszę was o jeszcze jedno. 30 czerwca, wieczorem macie uciec, jak najdalej się da. -powiedziałam odrywając się od rudowłosej. Pożegnałam się z nimi i wyszłam. Jeszcze tylko trzy osoby i jestem wolna.


Wieczór przed wjazdem.

Jak postanowiła tak chce zrobić. Już dziś po obiedzie ciężko mi było się ograniczyć tylko do pocałunku z Malfoy'em. Pierwszy raz w życiu mi powiedział, że jestem dla niego ważna. Żebym z nim porozmawiała, a ja głupia powiedziałam, że jutro rano. Jutro rano to już mnie tu nie będzie. Wyjeżdżam o pierwszej w nocy więc... zeszłam do sypialni dziewcząt. Tak jak prosiłam była tam Pansy i Diabeł, gdy mnie zobaczyli wstali z miejsc.
-Hermi, co się dzieje? -zapytała mnie Czarna
-Nic, tylko... Chcę się z wami pożegnać. -powiedziałam drżącym głosem. Na ich twarzach widniało zdziwienie.
-Co ? Czemu? -zapytał Blaise.
-Kiedyś wam powiem, ale nie teraz.
-Czy to dlatego... -wiem co Czarna miała na myśli
-W pewnym sensie to tak, to przez Voldemorta. A w zasadzie tylko, przez obawę o bezpieczeństwo. Proszę was nie utrudniajcie. -powiedziałam i poczułam pierwszą łzę na mojej twarzy. Poczułam jak mnie przytulają. To wszystko jest takie trudne.
-Proszę was tylko, żebyście 30 czerwca wieczorem uciekli stąd. A teraz, żegnajcie. -powiedziałam i przytuliłam się do nich, wzięłam swoje walizki i poszłam. Przed wyjazdem muszę iść do Skrzydła Szpitalnego. Ale najpierw. Weszłam do sypialni chłopców i zobaczyłam śpiącego Malfoy'a. Taki spokojny... Cieszę się, że zasnął, będzie łatwiej. Zostawiłam kopertę przy jego łóżku i nie mogłam się powstrzymać. Pocałowałam go lekko w usta i czując kolejny potok łez poszłam do Skrzydła Szpitalnego. Właśnie ta droga uświadomiła mi, że to co napisałam w liście do niego do prawda i to tak bardzo mocno.

***************************

Obudziłem się tak nagle, czując, że coś jest nie tak jak powinno. Spojrzałem na zegarek koło łóżka, ale zamiast godziny zobaczyłem białą kopertę z napisem Draco. Pisane tak dobrze mi znanym pismem. Otworzyłem ją i przeczytałem:

Kochany Draco!Wiem, to głupie... Piszę do ciebie mimo że jesteś dla mnie bardzo ważny, ale nie będąc już Gryfonką nauczyłam się tchórzostwa, które czasem jest potrzebne. Wiem, że jeśli bym miała z tobą rozmawiać jak z innymi... Zmieniłabym swoją decyzje. Do rzeczy.... Muszę wyjechać na długo, ale nie wiem na ile dokładnie. Nie mogę Ci powiedzieć dokąd, po co i czemu. Kiedyś, może się dowiesz, ale na pewno nie teraz. Życie jest dziwne i zmienne. Los wywinął mi niezły żart, dlatego ja muszę wyjechać. Przepraszam, że nie rozmawialiśmy o tym, ale byłoby to dla mnie za trudne. Myślałam, że wtedy w gabinecie dyrektora, to najgorsza decyzja jaką podjęłam. Teraz myślę,że była najlepsza bo mogłam zobaczyć jaki jesteś. Żałuję, że tak to kończę... Wiem niby nic nas nie łączy, ale bardzo się przywiązałam i dziękuję. Dziękuję za to, że pozwoliłeś się zobaczyć, że mnie wspierałeś, za te wszystkie pocałunki i za wspaniałe ferie i Sylwestra. Byłeś, a tego się nie zapomina, obiecuję, że nie zapomnę. Gdybym wiedziała, że tak trudno będzie puścić Twoją dłoń, nie dotknęłabym jej. Obiecaj mi, że się nigdy nie poddasz. Że się nie załamiesz, nigdy. To tyle, ostatnia rzecz jaką chce Ci powiedzieć to... Draco nie poddawaj się, bo... Bo Cię kocham i jest mi strasznie źle, że nie mogę o tym z tobą porozmawiać. Przykro mi, że tak wyszło.
Na zawsze Twoja i Kochająca
Hermiona

Wpadłem w szok i to duży. Może jest jeszcze u siebie, wiem, że druga w nocy nie jest najlepsza porą do odwiedzania dormitorium dziewcząt, ale muszę sprawdzić.

1 marca podróż.

Jak wielkim zdziwieniem było to, że Ellie mnie ma transportować do bezpiecznego miejsca? Brak skali.
-Co się dzieje? -zapytała mnie po długim czasie
-To chyba nie jest ci potrzebne do wiadomości co?-zapytałam spokojnie
-Nie, tylko dziwi mnie to, że tyle ryzykujesz.
-Masz racje, bardzo dużo. Ellie mam do ciebie ogromną prośbę. -sama nie wiem czemu to zrobiłam.
-No jaką? -zapytała
-Chroń Draco, chodź byś miała za niego wyjść to masz to zrobić. Masz go chronić.
-Co? Czemu? -była bardzo zdziwiona
-Bo go kocham Ellie, kocham go i błagam, żebyś go chroniła, tobie Voldemort ufa... Zrobisz to? -znów zaczynam płakać, ale jesteśmy już pod drzwiami
-Tak Hermiona, zarobię wszystko.

1 marca, godzina 04:00
-Hermiono, powiedz mi w końcu o co chodzi. Odkąd przyjechałaś tylko płaczesz, martwię się. -powiedziała Suzanna. Muszę, komuś powiedzieć, inaczej sama siebie wykończę. Popatrzyłam na nią zapuchniętymi oczami.

-Jestem w trzecim miesiącu ciąży z Draconem Malfoy'em. -szloch jaki wydarł się z mojego gardła...

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rozdział 5 -Ten magiczny dzień

Kochani!
Z okazji Świąt chcę wam Życzyć wszystkiego dobrego, szczęścia, dobrych ocen, wyników w pracy. Spełnienia wszystkich najgłębszych marzeń.
Co do rozdziału...? Ja jestem zadowolona :) Czekam na wasze opinie...
Rozdział jest już taki Świąteczny i Sylwestrowy. Na następny możecie być przygotowani w połowie stycznia, albo wcześniej :3 
Ostatni akapit ( ~~***~~ -tak oznaczam) Jest taki... Nie uznam go za +18 lub +16 ale jeśli ktoś uważa, że ściąganie z siebie ubrań czymś takim jest to niech nie czyta. Każdy ma prawo decydować o sobie i jeśli ma ochotę przeczytać to niech czyta, jeśli nie, to nie, ja do niczego was nie zmuszam. 
Zapraszam do czytania i komentowania :D
Jeszcze raz wszystkiego dobrego! 
K.   




Dopiero po chwili do niej dotarło co się dzieje. Rozejrzała się i zobaczyła co ją otacza. Wspomnienia wróciły. To tu była z rodzicami trzy lata temu na wakacjach. Hawaje, wspaniałe miejsce. Ale chwila, przecież nie jest tu sama. Rozejrzała się i go zobaczyła. Leżał na brzegu, cierpiał i...
-O Salazarze on krwawi!-pomyślała. Pobiegła w jego stronę cała roztrzęsiona. Uklękła przy nim i zaczęła grzebać w swojej torebce. Nie było teraz na to czasu, użyła różdżki, przywołała esencje dyptamu. Spojrzała na jego prawą nogę, rozszczepił się, jego udo...
-Ciii... Zaraz wszystko będzie dobrze -mówiła mu polewając jego udo. Płakała. Obwiniała się, że tak wyszło, że to jej wina. To ona ich teleportowała z tego hotelu, była za bardzo rozkojarzona. Gdy rany zaczęły się scalać on odzyskał zdrowe myślenie.
-Gdzie jesteśmy?-zapytał
-Na Hawajach. -odpowiedziała wycierając mokre policzki. Co oni teraz zrobią? Malfoy odpowiedział jej tak jakby czytał w jej myślach.
-Moja walizka, tam są pieniądze. -na polecenie jego słów wyciągnęła z torebki jego walizkę. Oczy blondyna zrobiły się okrągłe ze zdziwienia.
-Granger, jak?-zapytał
-Normalnie. -odpowiedziała z uśmiechem. Otworzyła walizkę i znalazła worek pieniędzy. Musieli bardzo dziwnie wyglądać dla innych ludzi. Dwoje młodych osób pojawia się znikąd na plaży, chłopak krwawi, a ona wygląda jak prosto z sypialni. Wstała i jej wzroki padł na domki na plaży. Nie będzie innego wyjścia. Oberwała rękaw jego koszuli i zawiązała udo. Pomogła mu wstać i ruszyli w stronę domków.

~~***~~


Wynajęli domek dwupokojowy z łazienką i kuchnią. Domek z drewna, ale solidny i piękny... Czuje się ten klimat. Jest też weranda z pięknym widokiem. Hermiona zaprowadziła Draco do jego sypialni, usadziła go na łóżku i odetchnęła z ulgą. Blondyn położył się na łóżku, musiał dużo odpoczywać jeśli chcieli wrócić do Hogwartu na początek drugiego semestru. Jej sypialnia była naprzeciwko jego. Wyglądały tak samo, poza pościelą. Jedyne co jej się teraz przyda to ciepła kąpiel. Po drodze do łazienki wstąpiła do kuchni. Jasno niebieskie szafeczki, duży stół, kuchenka i lodówka z napojami. Może skromnie, ale bardzo ładnie. Przywołała do siebie szklankę i nalała do niej wody mineralnej. Zapukała do pokoju Ślizgona, ale żadnej odpowiedzi nie otrzymała więc lekko otworzyła drzwi i weszła. Chłopak był w świecie Morfeusza już od jakiegoś czasu. Sen jest najlepszym lekarstwem, więc tylko postawiła szklankę na komodzie obok łóżka i poszła z uśmiechem na twarzy, wyglądał tak beztrosko kiedy spał.
Weszła pod prysznic, potrzebowała odpocząć. Letnia woda spływała po jej ciele, bardzo uspakajała. Hermiona wiedziała, że w lutym dostaną trzecią dawkę, musi działać. Malfoy teraz nie może się teleportować więc sama musi znaleźć tą roślinę. Ciekawe kto to był, kto zagrażał ich życiu dziś rano? Tego nie wiedziała, ale musiała udać się tam jeszcze raz. Musi to zdobyć. Wszystkie plany posuwają się do przodu i doskonale wiedziała, że tylko kilka miesięcy dzieli ich od zdemaskowania. Co im po tym przyjdzie? Czy Haryy da sobie radę z Voldemortem? Czy im się uda do końca naprawić szafę ? Kiedy to wszystko się skończy ? Te pytania nadal pozostawały bez odpowiedzi. Trzeba mieć nadzieję.

~~***~~

Malfoy
Masz leżeć cały dzień i nigdzie się stąd nie ruszać! O 12:00 masz wypić eliksir przyspieszający gojenie, jest na szafce w kuchni. Dobrze by było jakbyś wypił też eliksir słodkiego snu. Wrócę najpóźniej o 18:00, wtedy zjemy kolacje. Masz tyko pozmywać. Dziękuje jeśli zrobisz chociaż to...
Hermiona


Jest już dawno po 19:00, a jej nadal nie ma! Siedział na kanapie w salonie i czytał list po raz setny. Gdzie ona była? Czemu go nie obudziła? Czemu nie powiedziała gdzie idzie? A jeśli coś jej się stało? Jeśli uciekła, bojąc się o siebie? Tak było by lepiej, tylko, że on wiedział jaka ona jest uparta i wie, że taka waleczna Gryfonka się nie podda. Siedział jak na szpilkach i czekał.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i pierwsze co zobaczył to burza brązowych loków. Zamknęła drzwi, cała przemoczona.
-Granger gdzieś ty była tyle czasu? -zapytał ją wściekły. Nic nie odpowiedziała tylko chciała uciec do łazienki. Nie pozwolił jej na to i mimo, że nogę nadal miał zranioną to zdążył zajść jej drogę. Teraz spojrzał na jej twarz... Poliki mokre od łez, w oczach czai się strach i lęk. Warga rozcięta, siniak pod okiem. Położył rękę na jej tali chcąc ją przyciągnąć i przyjrzeć się temu lepiej bo nie dowierzał. Syknęła z bólu. Bez słowa protestu z ciągnął jej bluzę i popatrzył na lewy bok. Mała głęboką ranę od noża. Czy jego oczy nie myliły.
-Gdzieś ty była Granger? -zapytał w złości. Ta złość nie była kierowana do niej tylko do samego siebie. Czemu jej nie przypilnował? To wszystko przez niego. To on nie zatrzymał jej rano. Teraz ona musiała przejść piekło. Nie odpowiedziała a jego pytanie tylko chciała się przytulić, walcząc ze łzami. On nie pozwolił jej na to tylko złapał za rękę i zaprowadził do łazienki. Posadził ją na wannie i odkręcił wodę. Sprawnie przemył jej ranę, a oboje musieli przyznać, że gdy ich ciała się stykają przyjemne dreszcze rozchodzą się po wszystkich komórkach. To naprawdę miłe uczucie.

~~***~~

-A teraz powiesz mi wszystko od początku. -powiedział Draco gdy siadali na kanapę.
-Ja... Musimy działać Malfoy, więc... Byłam w Paryżu. -powiedziała biorąc głęboki oddech
-Sama? Po tym co się wydarzyło?! A mówią, że jesteś najmądrzejszą czarownicą tego stulecia! -był na nią wściekły.
-Tak! Bo ty nie możesz się jeszcze teleportować! -broniła się
-Masz ją chociaż? -zapytał będąc pewny, że nie dała rady, skoro wróciła w takim stanie. Ku jego zaskoczeniu kiwnęła głową potakująco. Wzięła swoją magiczną torebkę i wyciągnęła kwiat rośliny Lack of access. Jasno niebieskie płatki były tak delikatne jak płatki śniegu.
-To Matthew. On nam nie wierzy, chciał dowiedzieć się wszystkiego i iść do Voldemorta. Gdy miałam się już przenieść tutaj uderzył mnie. Uciekałam i... To dla tego tak długo... Przepraszam. -powiedziała z nowymi łzami na twarzy.
-Nie płacz maleńka. Jesteś już bezpieczna. -powiedział gładząc ją po policzku.


~~***~~

Obudziła się rano czując się już dużo lepiej. Pamięta, że zasnęła na kanapie więc Malfoy musiał ja tu przynieść. W duchu dziękowała mu za taką troskę i za to jak się nią wczoraj zajął. Dziwne, ale to co do niego czuła... Nie umiała tego nazwać.., a może nie chciała. Bała się tego uczucia, najbardziej boimy się tego czego nie umiemy nazwać. Był jej sprzymierzeńcem, przyjacielem do walki, więc to co cisnęło się z lewej części klatki piersiowej trzeba ignorować. To zresztą nie ma sensu i doskonale wiedziała, że to tylko serce płata jej figle, żartuje z niej. Życie zawsze sobie z niej szydzi. Nigdy nie byłoby dla tego uczucia przyszłości. Wiedziała o tym doskonale, że gdy tylko cała misja się skończy oboje będą z powrotem w swoich światach. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to ją mocno zrani, ale mimo wszystko chciała tego. Chciała móc mieć to szczęście teraz niż nigdy. Zarzuciła na siebie szlafrok i poszła napić się kawy. W kuchni przy blacie stał Draco, zwrócony do niej plecami, patrzył w okno i myślał. Podeszła i przytuliła się do jego pleców, był lekko zdziwiony i spiął się pod jej dotykiem.
-Dziękuję. -powiedziała. Przymknęła oczy przykładając policzek do jego ramion. Nie trwało to długo, ponieważ odwrócił się do niej, wziął w ramiona, przytulił mocno i pocałował w czubek głowy.
-Nie wybaczyłbym sobie gdyby ci się coś stało. -szepnął. To dziwne, ale ta sytuacja wyglądała naprawdę bardzo erotycznie, mimo to z czego się zrodziła, słowami też można dotykać, nawet czulej niż dłońmi.


~~***~~

Przez te cztery dni dużo się nie wydarzyło... Chyba, że mówimy o dwójce sprzymierzeńców, spędzających święta razem na Hawajach. Niby takie nic, a jednak. Oboje wiedzą, że długo nie wytrzymają. Te kilka wspólnych pocałunków, skradzionych pod wpływem impulsu, czułe spojrzenia... Oboje nadal próbują się bronić, lecz nie na długo.

Po śniadaniu cztery dni temu:

-Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się stało-szepnął.
-A ja nie mogłabym znieść myśli, że przeze mnie nie możesz sobie wybaczyć. Pogładził ręką jej policzek bardzo delikatnie i nie mógł już tego cofnąć. Wpił się w jej usta zachłannie całując, Herm nie była mu dłużna. Ten pocałunek był pełen tęsknoty, bólu i strachu.


Po odebraniu zaproszenia na bal Sylwestrowy:

-Fajnie będzie, zobaczysz. -zapewniał ją. Cieszył się jak dziecko, że w końcu będą mogli wyjść gdzieś dalej niż po zakupy.
-Okey, ale naprawdę musimy być ostrożni. -nadal nie była przekonana do tego pomysłu.
-Co mam zrobić żebyś była z tego zadowolona? -zapytał zamykając drzwi na noc, lampka w kącie salonu robiła przyjemną atmosferę.
-Zmuś mnie. -wyszeptała. Podszedł do niej i nawet nie wiedząc kiedy poczuła, że jej plecy znajdują się na zimnej ścianie.
-Jesteś pewna? -wyszeptał to pytanie prosto w jej usta. Mimo, że obiecała sobie poprzedniego dnia, że nigdy więcej tego nie zrobi to jej ciało tego chciało. Cała fala gorącego pożądania przeszła ich oboje od góry do dołu.
-Jak niczego innego. -wyszeptała tą odpowiedź patrząc mu w oczy. Te oczy, które prześladowały ją w snach, szare tęczówki blondyna wyrażały dla niej więcej niż dla kogokolwiek. Pocałował ją subtelnie w te piękne malinowe usta, które polowały na niego zawsze w krainie Morfeusza.


Po wyjściu Ellie, która musiała się o tym dowiedzieć:

-Jak mogłeś jej powiedzieć?! -była chodzącą furią. Myślała, że zaraz rozniesie ją złość.
-Musiałem jej o tym napisać nie rozumiesz?! Wiesz jaka ta misja jest dla nas ważna? -też był zły. Jak mogła tego nie rozumieć? Przecież to jest bardzo ważne, a Ellie jest jego przyjaciółką, zresztą jej też kiedyś była.
-Ona nie musi o wszystkim wiedzieć! Może o tym, że całowałeś się ze Szlamą też jej napisałeś?! -nie wiedziała czemu to powiedziała. Może naprawdę tak uważała, że Malfoy robi to tylko żeby się z nią zabawić, mieć odskocznie od codziennych problemów... Jakoś nie umiała uwierzyć że mógłby być jakiś inny powód tego wszystkiego.
-Oj zamknij się Granger! -powiedział blondyn po czym zachłannie się na siebie rzucili w salonie. Ich usta były stworzone dla siebie, jak... Woda i ogień, mimo że takie odmienne to nie mogą bez siebie istnieć.



I wiele innych taki sytuacji. Oboje czerpali z tego przyjemność, bo wiedzieli, że nie potrwa to długo. Nim się obejrzą przyjdzie Nowy Rok, a wraz z nim kłopoty. Eliksir z rośliny zdobytej przez Ślizgonkę już działał, więc o jedno przynajmniej mogli być spokojni. Obudziła się jako pierwsza. Bolały ją plecy i kark. Oboje zasnęli w salonie, dużo wczoraj rozmawiali, o wszystkim, uierali choinkę i tak dalej. Dopiero teraz sobie przypomniała, że dziś Gwiazdka. Obudziła Dracona bardzo nie delikatnie.
-Malfoy prezenty! -krzyknęła mu do ucha. Chłopak obudził się na zawołanie
-Granger nie wrzeszcz mi do ucha nigdy więcej. -powiedział trzymając się za tą część ciała.
-Nie bądź zły panie Zawsze Napuszony-Wielce Odpowiedzialny-Duże Dziecko. -zaśmiała się i podeszła do sterty prezentów. Po jakiś 2 minutach siedzieli na podłodze przy choince podzieleni prezentami. Hermiona dostała prezenty od: Ginny, Harry'ego i Rona (prezent połączony), pani Weasley, Bliźniaków, Pansy i Diabła. O dziwo też od Mafoy'a. Ginny podarowała jej perfumy z … O Merlinie! Co ona robiła w niemagicznym Londynie? Te perfumy mogły być tylko z tej perfumerii . Teraz jej się przypomniało. Pacnęła się w czoło ze swojej głupoty. Przecież w wakacje dała jej spis ulic na, których razem były. Taka miła pamiątka. Cudownie miłe, że pamiętała. Od dwóch Gryfonów dostała komplet biżuterii, srebrno-zielone kolczyki, taka sama bransoletka i naszyjnik. Musi przyznać, że znają jej gust. Nic dziwnego, znają się już sześć lat. Mama rudzielców dała jej sweter robiony na drutach i kilka pysznych babeczek. Poczęstowała jedną Dracona, sobie też pozwoliła na tę przyjemność i wzięła się za dalsze rozpakowywanie pakunków. Od Freda dostała naszyjnik w kształcie profesjonalnej fiolki do eliksiru szczęścia, do tego była kartka:

Jesteś moim szczęściem... Jeśli ty będziesz szczęśliwa to ja też.

Miłe, że o niej pamiętał i nie odwrócił się od niej. Mogła założyć się o rękę, że Ron już dawno nagadał mu co działo się w czasie tego półrocza.
Od Georga ,,pamiątkę” maszynę, którą kiedyś dostało w oko. Teraz mogła udowodnić Malfoy'owi od czego to było. Pansy dała jej talony na zakupy, na Pokątnej. A Diabeł... Tak, ten jednak jest komediant. Książka: Jak upolować Smoka? JEGO AUTORSTWA. Napisał, że to bardzo rzadka książka i ona jest tą szczęściarą, która ma jeden jedyny egzemplarz. A od Draco dostała pióro magiczne, w którym jest atrament i nigdy się nie kończy oraz dziennik z kłódką.
Draco dostał: Od Diabła wodę kolońską Lep na Czarownice. Od Pansy książkę o mugolskim świecie. Od rodziców klucz do kolejnej skrytki w banku. Od Ginny kartkę, że ma uważać na Hermionę i jeśli jej włos z głowy spadnie to go wykastruje. Od Hermiony najnowszy zestaw do pielęgnacji mioteł.


~~***~~

Wieczór. Siedzą w salonie jedząc kolację.
-Ciekawe co u Diabła... -powiedziała szatynka
-Na pewno wymyśla imiona dla naszych dzieci. -powiedział blondyn, oboje się zaśmiali.
-Albo sztukę teatralną o miłości.
-Ten cymbał? Prędzej kabaret. -skomentował to
-Nie uważasz, że wszedł w za głębokie relacje ze mną. Nie powinnam teraz zdobywać przyjaciół tylko ich izolować.
-Jego nie da się izolować. Zamkniesz go w pokoju bez klamki i okien, a on ścianę wygryzie jeśli się na coś uprze. -oboje parsknęli głośnym śmiechem. Wszystko byłoby dobrze gdyby ktoś nie zapukał do drzwi. Och śmiech nagle ucichł i wzroki padł na drzwi. Miona wzięła pierwsze co miała pod rękom, czyli wynalazek Freda i Georga i podeszła do drzwi. Malfoy skinął jej głową, że na trzy otwiera drzwi. Otworzył, a Hermiona zaatakowała. Głośny łoskot na werandzie upadającego ciała w czarnej pelerynie, Draco zaciągnął tą osobę do środka i zamknął drzwi. Ślizgonka chciała ściągnąć temu komuś kaptur. Owa osoba podniosła się z ziemi z pulsującym okiem i sama to zrobiła. Gdy szata opadła na ziemie Ślizgoni zaczęli się głośno śmiać. Miona leżała na podłodze zwijając się ze śmiechu. Draco kucnął i opierał się o szafkę płacząc przez łzy.
-Mi jakoś nie do śmiechu barany! -krzyknęła zła Ellie.

~~***~~

Weszła do baru. Na prawdę miała już tego wszystkiego dosyć. Święta tam jakoś wytrzymała, ale Sylwestra już nie wytrzyma. Tu będzie się dobrze bawić podczas tej nocy i może pozna jakichś mugolskich znajomych. Jej wzrok nagle padł na mały bak na końcu sali. To on! Jest uratowana, przynajmniej nie będzie narzekać na nudę.
-Siema Diabełku! -zawołała i usiadła na przeciwko
-O Wiewiórka! Co cię tu sprowadza? -zapytał Ślizgon
-Przyszłam bo... Chciałam spędzi ten Sylwester jakoś inaczej. -szybko zmyśliła, przecież nie będzie mu się zwierzała ze spraw rodzinnych.
-Kłamać to ty nie umiesz Gryfoneszko. -zacmokał -Czyżby źli i niedobrzy bracia dali w kość ?
-Wal się! -powiedziała, jak to możliwe, że przejrzał ją na wylot?
- Z tobą zawsze. -powiedział, po czym zaśmiał się perliście.
-Chyba w twoich snach. -fuknęła już lekko rozluźniona. To miłe, że jego poczucie humoru poprawia innym nastrój
-Wszędzie gdzie chcesz. -odpowiedział nadal rozbawiony.
-A jeśli nie chcę wcale? -zapytała nachylając się ku niemu nad stołem.
-No to będzie problem. -powiedział udając zmartwienie. Podeszła do nich kelnerka.
-Podać coś?-zapytała urocza czarnulka
-Tak, prosimy szampana i dwa piwa kremowe. -wypalił bez zastanowienia
-Jakie? -kelnerce zrobiło się chyba głupio.
-Szampan i dwa piwa owocowe, o to chodziło mojemu znajomemu. -uśmiechnęła się do niej przyjaźnie Ginny, powstrzymując napad śmiechu z powodu wtopy Zabiniego.
-Dobrze, zaraz podam. -powiedziała i odeszła. Gin doskonale wiedziała, że w TYM lokalu nie proszą o dowód.
-A Ciebie? Co tu sprowadza? -zapytała Zabiniego
-Matka i jej nowy facet. -odpowiedział pogodnie.
-Więc tego wieczoru jesteśmy na siebie skazani? -zapytała
-Chyba, że wolisz zmienić lokal.-powiedział podnosząc brwi.
-Nie, bo i tak byś za mną polazł. -oboje się zaśmiali.

~~***~~
Tego wieczora naprawdę świetnie się bawili i alkohol im trochę pomógł. Ginny wypiła tylko dwa piwa owocowe razem ze Ślizgonem i teraz piją szampana. Wszyscy stali przed barem i czekali na ten moment.
-10...9...8...7...6...5...4...3...2...1! -krzyknęli wszyscy. Na niebie zaiskrzyły się już pierwsze fajerwerki. Wszyscy wiwatowali i śpiewali. Cały ten wieczór był jakby... magiczny.
-Szczęśliwego, Nowego, Wiewiórko! -krzyknął Diabeł
-Wzajemnie Diabełku! -krzyknęła i przybliżyła się chcąc ucałować jego policzki. Ktoś pchnął go lekko i wpadł an nią zamykając jej uśmiech w pocałunkach.


~~***~~


Kończyła się już szykować. Po jutrze wracają do Hogwartu. Malfoy robił wszystko żeby jego noga była już sprawna na Sylwestra i mu się udało. Idą dziś na imprezę Sylwestrową na Hawajach! To będzie magiczna noc. Wyszła do salonu tam czekał na nią Draco. Oboje stanęli przed sobą i mierzyli się wzrokiem. Ona niecodziennie elegancka i on też. Oboje byli oczarowani. W jej oczach obudziło się pragnienie, w jego roztańczone iskierki radości. Chłopak pierwszy odzyskał trzeźwość umysłu.
-Nareszcie Granger. -powiedział cicho, proponując jej swoje ramie.-Świetnie wyglądasz.
-Dziękuję, ty też. -szepnęła


~~***~~

Alkohol w ich żyłach robił swoje. Tańczyli całą noc bawiąc się z innymi. Ta noc miała być niezwykła i taka była. Draco podziękował za taniec jakiejś kobiecie i poszedł do Hermiony. Wszyscy skierowali się na plażę z szampanem. Objął ją w tali i zaczęli odliczać.
-10...9...8...7...6...5...4...3...2...1!-wybuchły fajerwerki i głośne okrzyki. Popatrzyli się na siebie...
-Szczęśliwego nowego roku Hermiono. -powiedział patrząc w jej oczy
-Szczęśliwego nowego roku Draco -szepnęła z radością. Musiała to zrobić. Ta chwila zaważyła nad wszystkim. Już się nie uwolnią. Pocałowała go namiętnie, on na początku zdziwiony, później przejął inicjatywę.

~~***~~

Kac gigant tak to można określić. Weszła do łazienki i stanęła przed lustrem. Wyglądała inaczej, inaczej jak... Kobieta. Przejechała po swoich ustach i cała noc do niej wróciła.


Dotarli do sypialni nie przerywając gorących pocałunków. Rozpiął jej sukienkę i zdjął marynarkę. Pchnął ją lekko na łóżko. Zawisł nad nią cały czas całując. Z pocałunkami zszedł na szyję, jęknęła cicho. Odpinała mu koszulę... Było jej coraz bardziej gorąco, ubranie ją dusiło. Ta bliskość między nimi, coś magicznego. Zsuwał ramiączka jej sukienki całując coraz niżej. Ręką gładził jej udo. Wpięła rękę w jego włosy. Lekko ją uniósł w celu zdjęcia sukienki. Pocałunki były coraz śmielsze. On był już bez koszuli ona bez sukni. Odpiął jej biustonosz... Pojękiwała cicho, zostawiając na jego plecach ślady paznokci. Z powrotem całował jej usta odpinając pasek spodni. Nie mogła już wytrzymać, chciała więcej, chciała jego. Popatrzył na nią. Całował jej nogi, z łydek przenosząc się na uda z ud na brzuch. Pocałował ją w usta, te piękne malinowe usta. Popatrzył w oczy szukając zgody, nie musiał długo szukać by ją otrzymać. Stało się, zatracił się w niej cały. Ich ciała i dusze były połączone. Wyczuł, że to za jego sprawą stała się chwile temu prawdziwą kobietą. Stało się to czego pragnęli. Odchyliła głowę wzdychając z rozkoszy. Właśnie w tym momencie oboje się kochali, nie pieprzyli jak para nastolatków, tylko kochali jak dorośli ludzie, jak ludzie bez problemów. Nie było pośpiechu do niczego. Mieli siebie i to im wystarczyło dzisiejszego wieczora. Ona była już na szczycie i wiedziała, że jeśli on przerwie to ona umrze z niespełnienia. On wiedział czego ona potrzebuje. Jej paznokcie drapały jego plecy z rozkoszy. Była już na szczycie szepcząc jego imię. W taki sposób rozpadła się na milion kawałków., poszedł w ślad za nią. Opadł na nią ciężko dysząc. Pocałowali się i z takim smakiem zasnęli, ze swoimi imionami na ustach, w miłosnych objęciach.

Co teraz będzie? Tego nie wiedziała... Im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje mu wolność, ale nie uszczęśliwia.

Uśmiechnęła się gdy zobaczyła go za sobą w lustrze.  

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 4 Paryż

W związku z tym, że zbliżają się Święta to... Chcę zrobić przeskok czasowy. Muszę tą sytuację

wyprowadzić do przodu. Bo mam bardzo ciekawy pomysł i chciałbym go wcielić w życie jak

najszybciej dlatego... Nie chce wam mówić za dużo, ale to Dramione na pewno skończę i nie będzie

to ostatnie w moim wykonaniu :3 Mówię wam tylko tyle a ci co będą pamiętać nie długo się

doczekają :D No cóż... Zapraszam do czytania.
Wybaczcie, że tak mało, ale brak weny oraz nie chce zaczynać czegoś nowego.





Przez dwa miesiące panna Geybs miała urlopik więc teraz ją dopadnę. Jak furia wpadłam do jej gabinetu. Musiałam się po tym pozbierać... To nauczyło mnie jak ludzie krzywdzą chcąc nas chronić... Już wiem jak czuli się moi bliscy. To takie trudne, ale muszę to zrobić. Już wiem czemu Dumbledore powiedział żeby nie martwiła się o to czy Voldemort uwierzy... Siedziała przy biurku z papierami... Jej brzuch było coraz bardziej widać...
-Ty mi to wysłałaś! Po co? -wiedziałam, że ona. Nie jestem głupia i znam jej charakter pisma.
-Więc już wiesz ? -zapytała spokojnie
-Tak! Nie pytam się czy już wiem, tyko po co? -byłam wściekła
-Musisz znać prawdę, zwłaszcza teraz... -w jej oczach pojawiły się łzy. Nie tak to sobie wyobrażałam. -Przepraszam nie chciałam... -powiedziałam podchodząc do niej i klękając przy niej.
-Nic się nie stało tylko... Obecna sytuacja... -płakała
-Co się stało? Suzanna powiedz mi.-nalegałam
-Ty... Muszę pozbyć się dziecka.-zaszlochała w moje ramie.
-Co? Czemu?-jestem tolerancyjna, ale aborcja, te sprawy... Zdecydowane nie!
-Bo... Ja nie mogę stracić siostry... -z jej gardła wydał się jeszcze głośniejszy szloch. O co w tym wszystkim chodzi ?
-Nie stracisz mnie. -tak trudno mi to przeszło przez gardło... -O co chodzi? -muszę to wiedzieć żeby zareagować.
-Voldemort... On jest ojcem dziecka... Nie wie o tym, ale będzie mu potrzebne, on mnie... -O Salazarze! To za dużo. Muszę ją chronić!
-Nie kończ.. wiem co masz na myśli... Boże jak? Po co mu one? -tyle pytań nasuwało mi się na język...
-Nie wiem! Nie mam pojęcia, ale słyszałam jak Matthew rozmawiał z nim przez kominek! Ja nie mogę tu dłużej być Hermiono! - w jej oczach czaił się ogromny lęk i nadzieja. Muszę jej pomóc i nawet wiem jak... Tyle, że będzie musiała się gdzieś schronić do przerwy świątecznej.
-Pomogę ci... Uspokój się proszę... Damy radę, ale czemu miałabyś mnie stracić? -zapytałam
-Jeśli to będzie dziewczynka to będzie chciał ja zabić... Posłuży się tobą.-powoli się uspokajała, na szczęście.
-Spokojnie. To dopiero trzy miesiące. -spróbowałam ja podnieść na duchu.
-Nie... To jest bardzo skomplikowane... On nie umie kochać i dziecko będzie mu potrzebne tylko dla władzy... Ja nie wiem dokładnie po co...

~~***~~



Aż do przerwy świątecznej razem z Draco dużo planowaliśmy... Harry idzie do przodu, ale mam bardzo mało czasu na błędy. Dużo myślałam i podjęłam wiele właściwych decyzji... Dumbledore czuje się coraz gorzej, mimo, że nie chce przed nami tego pokazywać Ja z Malfoy'em mamy w sobie już drugą dawkę i musimy działać wedle planu. To zaczyna nas przerastać... W dodatku trzeba pilnować Suzanna'y. Rozmawiałam z Dumbledorem i wiem, że zapewni jej bezpieczeństwo. Matthew coraz bardziej nas o coś podejrzewa. Pierwszy raz w życiu nie mogę się zorganizować, to denerwujące. Dokończyłam pakowanie walizki i poszłam do blondyna. Już wszystko mamy zaplanowane... To jest najgorszy dzień w moim życiu. W ciszy i przygnębieniu doszliśmy oboje do Hogsmeade. Poszliśmy za Trzy Miotły i deportowaliśmy się. Poczułam ciągnięcie wokół pępka. Jasne słońce nie docierało do tej alejki, ale miałam 100% pewności, że już jesteśmy na miejscu. Nasze kroki cicho szeleściły w śniegu i ujrzeliśmy ją, jedyną i niepowtarzalną... Wieża Eiffla, wspaniały zabytek. Nie zeszło długo, aż doszliśmy do hotelu Ibis. Hol był ogromny, jak w pałacu królewskim. Duże kwiaty stały wszędzie co dawało temu przytulny nastrój. Czerwone tapety ze złotymi wzorami pokrywały ściany. Recepcja do, której podeszliśmy była półokręgiem.
-Witam państwa w hotelu Ibis. Mają państwo zarezerwowany pokój?-zapytała nas blondynka w uniformie.
-Tak, na nazwisko Seemingly. -powiedział blondyn. Czyli Ellie wie o tym ? Ciekawe co jeszcze jej powiedział. Dupek! Recepcjonistka o imieniu Dabria wystukała coś w komputerze i wyciągnęła kartę do naszego pokoju.
-Proszę bardzo.-powiedziała ze ślicznym uśmiechem.-Pokój numer 318, czwarte piętro.
-Dziękujemy.-powiedzieliśmy zgodnie. Boy hotelowy chciał wziąć nasze walizki, ale Malfoy był szybszy. Doszliśmy do wind, jedna z nich zjechała na parter. Drzwi otworzyły się, a w środku była para zakochanych. Dwoje ludzi całujących się namiętnie, dopiero po chwili zauważyli, ze ktoś ich obserwuje. Wyszli, dziewczyna z różowymi wypiekami na twarzy , chłopak lekko skrępowany, poszli do holu.
-Co jest w tych windach?-zapytał mnie Ślizgon. Nie musiałam odpowiadać, on sam znal odpowiedź na to pytanie.


~~***~~

Przebrałam się, wiedząc, że i tak muszę to zrobić i nic nie poprawi mojego złego samopoczucia.
-Granger! Wyłaź już! -usłyszałam głos Draco za drzwiami łazienki.
-Już!-odpowiedziałam wychodząc z łazienki. To spotkanie musi się dziś odbyć i nic, ani nikt mnie nie powstrzyma, muszę ich chronić


~~***~~

Wyszliśmy z jednej z mugolskich uliczek. Znam to osiedle jak własną kieszeń więc pójdzie bardzi sprawnie. Już po chwili stanęliśmy pod drzwiami, które tak bardzo znałam. Jestem bardzo wdzięczna Malfoy'owi, że jest ze mną w tej chwili... Chociaż on może mnie w tej chwili wesprzeć.
Zapukałam trzykrotnie do drzwi. Po chwili otworzyła je kobieta w średnim wieku z czarnymi włosami i oczami, które zrobiły się nagle takie szczęśliwe. Natomiast w moich zaszkliły się łzy, łzy nieszczęścia.
-Hermionka, jak dobrze, że jesteś. -uściskała mnie, podszedł jej mąż, człowiek, którego przez 17 lat uważałam za mojego ojca...
-Nareszcie. Kim jest twój towarzysz? -zapytał mężczyzna.
-To nie jest teraz ważne.-w moich oczach pojawiły się łzy.- Obliviate.-szepnęłam z uciskiem na gardle. Wzrok obojga dorosłych stał się pusty, wzrok Malfoy'a stał się podziwem.
-Państwo po co tu? -zapytała kobieta, którą zawsze będę uważała za matkę.
-My... tylko. Pomyliliśmy się.-odpowiedział za mnie blondyn
-Wiec miłej drogi życzymy państwu.-powiedział mężczyzna i zamknął nam drzwi przed nosem.
-Chodź stąd Granger.-powiedział Draco i teleportował nas do salonu naszego pokoju w hotelu Ibis.
Zdjęłam z siebie kurtkę i przytuliłam do niego płacząc jak wodospad.
-Ciii...-usłyszałam tylko, po czym położył mnie na kanapie w salonie, głowę kładąc na swoje kolana.
-Jak mogłam? -pytałam samą siebie. -Jak?! Co ja znów zrobiłam ? -nadal pytania bez odpowiedzi.
Jak mogłam to zrobić? Wyczyściłam właśnie pamięć moim rodzicom! Jednak wiem, że robię to by nic im nie groziło. To wszystko jest za trudne. Nie mogłam dłużej wytrzymać i zapadłam w głęboki sen

~~***~~

Obudziłam się cała zlana potem. Leżałam na kanapie w salonie pokoju hotelowego. Uszczypnęłam się i to zabolało, więc to nie sen. W szybkim tempie, przebrałam się w piżamę i bez zastanowienia wskoczyłam do łóżka Malfoy'owi. Potrzebowałam teraz czyjejś bliskości...
-Co ty robisz Granger?-zapytał się zachrypniętym głosem.
-Śpię z tobą Malfoy. -odpowiedziałam spokojnie wtulając się w niego.
-Co ? -zapytał otwierając oczy
-Chcę tylko żeby nie dręczyły mnie koszmary.-nie widziałam potrzeby więcej tłumaczyć. Odwróciłam się do niego plecami, a on do mnie.


~~***~~


Światło zimowego słońca w końcu do mnie dotarło. Lekko otworzyłam oczy, rozejrzałam się po pokoju i wszystko do mnie wróciło. Teraz wiem, że dobrze zrobiłam... Może oni nie są moimi biologicznymi rodzicami, ale właśnie tak ich kocham i chcę ich chronić. Poczułam na swojej talii ucisk. To Malfoy... Taki nieprzewidywalny. Odchrząknęłam głośno po czym obudził się.
-Z łaski swojej zabierz ze mnie łapę.-powiedziałam w dobrym humorze
-Widać, że wracasz do normalnego stanu Granger.-powiedział przeciągając się
-Czemu?
-Bo humorek zołzy ci wrócił.-zaśmiał się za co dostał poduszką w twarz. Nie wiem jak to mogło się aż tak szybko rozwinąć, ale już po chwili oboje przyjmowaliśmy nawzajem cios poduszkami. Skakaliśmy po łóżku śmiejąc się przy tym, uderzając w siebie poduszkami. Powiem szczerze, że nigdy nie spodziewałam się, że zabawa z Malfoy'em może być taka cudna. Opadłam na łóżko ciężko dysząc wśród latającego pierza, ku mojemu zaskoczeniu blondyn usiadł na mnie okrakiem uniemożliwiając mi ucieczkę.
-Co Granger? Poddajesz się? -zapytał.
-Nigdy.-powiedziałam wyzywająco. Blondyn zaczął mnie łaskotać po brzuchu, zwijałam się ze śmiechu.
-Nadal będziesz się upierać ?-zapytał pogłębiając łaskotki
-Nie! Nie! Poddaje się! Proszę Malfoy! Skończ!-śmiałam się przez łzy. Łaskotki ustały, ale nadal na mnie siedział
-Nie można było tak od razu? -popatrzył na mnie oczami w których pierwszy raz od jakiegoś czasu czaiły się wesołe iskierki.
-Nie i przysięgam, że jeszcze mnie popamiętasz. -powiedziałam groźnie. Przybliżył lekko swoją twarz do mojej.
-A co mi zrobisz ? -zapytał uwodzicielskim tonem, a ja rozpływałam się pod nim. Myślałam, ze jestem bardziej wytrzymała. Czemu tak się dzieje?
-Musiałabym się zastanowić.-odpowiedziałam cicho. Był już tak blisko, że nasze usta dzieliły milimetry. Zaczęła mnie zalewać fala gorąca i pożądania. Gdy już miał to zrobić rozległo się pukanie do drzwi. Zrezygnowany popatrzył na nie tak jakby chciał wzrokiem przez ściany wypędzić intruza.
-Kto ?-zapytał głośno.


-Obsługa hotelowa!-usłyszeliśmy za drzwiami. Coś mi się w tym głosie nie podobało... Malfoy też to wyczuł wzrokiem pokazał mi na moją różdżkę i walizki. Poszedł pod drzwi i nasłuchiwał. Ja w tym czasie spakowałam walizki do torebki potraktowanej zaklęciem zmniejszająco-zwiększającym, on o tym nie wie, jego strata. Szybko przywołałam wszystkie rzeczy z łazienki i schowałam je. Na siebie założyłam bluzę i czekałam na dalsze rozwinięcie sytuacji. Draco otworzył drzwi i już wiedziałam, że szykują się kłopoty. Nim zdołali wyciągnąć różdżki Malfoy już do mnie podszedł. Chcieli potraktować nas zaklęciem, ale zrobiliśmy unik za łóżko. Doczołgałam się do niego i pomyślałam o miejscu gdzie będziemy bezpieczni. Złapałam go za rękę i poczułam ciągnięcie w okolicy pępka.